poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Ja już nie chcę...

Nie chcę już żadnych świąt.
Nie chcę Wielkiej Soboty, która powinna być ciszą, a jest krzykiem.
Nie chcę niczego, co zamiast ciepła przynosi strach.
Nie chcę tych dni, które dla innych są rodziną, a dla mnie są przypomnieniem, że dom potrafi być najgorszym miejscem na świecie.
U mnie święta zawsze miały ten sam smak.


Najpierw cisza.
Ta ciężka, dusząca cisza, która nie uspokaja — tylko ostrzega.
Potem napięcie.
Spojrzenia.
Milczenie, które boli bardziej niż słowa.
A potem wybuch.
Krzyk, który rozcina wszystko.
Wyzwiska, które lecą w stronę mamy — mojej mamy, mojej bohaterki, która całe życie niosła nas wszystkich, nawet wtedy, kiedy sama już nie miała siły.

I ja.
Stoję obok.
Drżę.
Cała.
Jak dziecko.

Bo moje ciało nie zna różnicy między wtedy a teraz.
Dla niego to wciąż ten sam dom.
Te same ściany.
Ten sam strach.
Nie mogę oddychać.
Nie mogę się uspokoić.
Serce wali jak oszalałe, jakby chciało uciec gdziekolwiek, byle nie tu.
A potem… wychodzimy.
Do kościoła.
Ludzie stoją spokojnie.
Koszyki. Święconki.
Cisza.
Prawdziwa cisza.
Taka, która dla nich jest spokojem.
A ja stoję w tłumie z oczami pełnymi łez.
I nikt tego nie widzi.
Nikt nie chce tego widzieć.
Patrzę na mamę i mówię cicho:
„Patrz… Jezus leży w grobie…”
I nagle coś we mnie pęka.
„Tak powinien leżeć ojciec… i już nie wstać.”
Te słowa wychodzą same.
Jak krzyk, który był we mnie latami.
I zaraz przychodzi żal.

Bo ja go kocham.
To mój ojciec.
I to jest najgorsze.
Bo jak kochać kogoś, kto daje Ci tyle bólu?
Jak patrzeć na człowieka, który powinien chronić, a rani najmocniej?
Jak pogodzić w sobie to, że serce nadal go chce… a ciało się go boi?
Wracam do domu i wszystko wraca razem ze mną.
Dzieciństwo.
Dni, kiedy chowaliśmy się w pokoju.
Cicho. Bez ruchu.
Żeby nie usłyszał, że jesteśmy.
Żeby nie przyszedł.
Krzyczał wtedy, że nie jest żadnym ojcem.
Że jesteśmy nikim.
A takie słowa nie znikają.
One zostają w człowieku na zawsze.
Rosną razem z nim.
Siedzą gdzieś głęboko i odzywają się wtedy, kiedy najmniej masz siły.
I jeszcze ta niesprawiedliwość.

Bo ja nie byłam sama.
Byli inni.
Dorośli.
Rodzina.
Wujek — brat ojca.
Jego żona — przedszkolanka.
Ludzie, którzy powinni wiedzieć, czym jest strach dziecka.
A ja prosiłam.
Czasem słowami.
Czasem spojrzeniem.
Czasem ciszą, która była krzykiem o pomoc.
I nikt nie przyszedł.
Nikt nie zapukał.
Nikt nie powiedział: „wystarczy”.
Za to później były pretensje.
Że wstyd.
Że po co policja.
A ja pamiętam ten telefon.
Drżące ręce.
Serce w gardle.
I jedną myśl — że jeśli nic nie zrobię, stanie się coś jeszcze gorszego.
Zabrali go.
I to nie był wstyd.
Wstydem było to, że dziecko musiało ratować dorosłych.
Dziś siedzę i czuję, że nie mam już sił.


Bo to nie jest tylko jedna awantura.
To jest całe życie, które wraca naraz.
Krzyk z przeszłości.
Krzyk z teraz.
I mój ból.
Po dziecku, którego nie zdążyłam przytulić.
Po nadziei, która zgasła, zanim zdążyła się zacząć.

To wszystko jest we mnie.
I nie mam gdzie tego położyć.
Nie chcę takiego życia.
Nie chcę świąt, które są wojną.
Nie chcę ciszy, która oznacza strach.
Nie chcę już się chować.
Nie chcę już drżeć.
Ale najbardziej…
nie chcę już udawać, że wszystko jest w porządku.
Bo nie jest.
I nigdy nie było.
A to, że nadal kocham —
mimo wszystkiego —
to nie jest słabość.
To jest najcięższy ciężar, jaki można nieść.

I ja…
już ledwo go dźwigam.

3 komentarze:

  1. Też mam skopane życie i święta. Toksyczna matka vs tata alkoholik który pije przez matkę bo już nie daje rady. I my też nie dajemy rady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsze co dziecko może zrobić to odciąć się od toksycznego rodzica. Wiem, że ciężko... Sama tego nie potrafię zrobić. Tylko kiedy jak nie teraz mamy spojrzeć na swoje życie? Zawalczyć o siebie! Życie mamy jedno, więc postarajmy się je przeżyć najlepiej jak możemy. Jeśli chcesz wparcia - śmiało pisz ;)

      Usuń
    2. Będę pamiętał. Potrzebowałem się wyżalić. Dzięki że jesteś

      Usuń

Każdego dnia bliżej Ciebie...

To nie jest tak, że minął rok. To jest tak, że ja od roku stoję w miejscu… a świat idzie dalej beze mnie. Dokładnie rok temu leż...