To nie jest tak, że minął rok.
To jest tak, że ja od roku stoję w miejscu…
a świat idzie dalej beze mnie.
Dokładnie rok temu leżałam w szpitalu.
I już wtedy wiedziałam.
Zanim ktokolwiek coś powiedział.
Zanim padły słowa, których nigdy nie chciałam usłyszeć.
Ja już czułam, że coś się skończyło.
Mówili: „za wcześnie, żebyś coś czuła”.
A ja czułam ciszę.
Taką, której nie da się pomylić z niczym innym.
Taką, która wypełnia ciało i zostawia w nim tylko pustkę.
Twoje serce już nie biło.
I razem z nim…
coś we mnie też się zatrzymało.
Leżałam i patrzyłam w sufit, jakby mógł mi oddać odpowiedź.
Jakby ktoś miał jeszcze przyjść i powiedzieć: „to pomyłka”.
Ale nikt nie przyszedł.
Wróciłam do domu bez Ciebie.
Z rękami, które nie miały kogo trzymać.
Z sercem, które nie wiedziało, jak dalej istnieć.
I od tamtego dnia wszystko jest inne.
Ludzie mówią.
Zawsze coś mówią.
„Nie użalaj się, inni mają gorzej.”
„Jesteś młoda, będziesz mieć jeszcze dzieci.”
A ja za każdym razem czuję, jakby ktoś próbował wymazać Ciebie.
Jakbyś był tylko chwilą.
Jakbyś nie był całym moim światem.
Minął rok.
I przez ten rok nie wydarzył się żaden cud.
Żadnego powrotu.
Żadnego nowego początku.
Tylko kolejne dni, które uczą mnie, jak oddychać z czymś, czego nie da się naprawić.
Są dni, kiedy nie rozumiem ludzi.
Jak można się śmiać, kiedy dla mnie wszystko się skończyło?
Jak można mówić o przyszłości, kiedy ja zostałam w jednym momencie na zawsze?
Dla mnie nie ma nic do śmiania.
Jest tylko tęsknota.
I wydarzyło się coś, czego nie umiem zapomnieć.
Na krzyżówce stała mała dziewczynka.
Sama.
Zatrzymałam się bez zastanowienia.
Poszłam do niej odruchowo.
Bo dziecko nie powinno być samo.
I kiedy na nią patrzyłam…
coś we mnie pękło jeszcze raz.
Bo ja też miałam dziecko.
Też powinnam była iść, przytulić, chronić.
A teraz robię to dla cudzych dzieci.
A dla swojego… nie mogę.
I to pytanie wraca do mnie każdego dnia:
dlaczego ja mogłam zdążyć do niej…
a nie mogłam zdążyć do Ciebie?
Minął rok.
A ja nadal rozmawiam z Tobą w myślach.
Nadal wyobrażam sobie, jaki byś był.
Nadal szukam Cię wszędzie....
Dziś w pracy była dziewczynka.
Popatrzyła na mnie i się uśmiechnęła.
Pomachała mi.
I przez jedną krótką chwilę…
poczułam coś, czego nie czułam od dawna.
Jakbyś to był Ty.
Jakbyś chciał mi powiedzieć: „mamo, jestem”.
A potem odeszła.
I zostałam z łzami w oczach…
bo może to nie byłeś Ty.
Ale ja tak bardzo chciałam w to uwierzyć.
Bo ja nie potrzebuję cudu.
Ja potrzebuję Ciebie.
Nie „innego dziecka”.
Nie „drugiej szansy”.
Ciebie.
Minął rok.
A ja nadal nie umiem żyć w świecie, w którym Cię nie ma.
Bo ja nie straciłam „ciąży”.
Ja straciłam dziecko.
I ta miłość… nie zniknęła.
Ona została.
We mnie.
Bez miejsca.
Bez końca.
I jeśli gdzieś jesteś…
to proszę…
przyjdź jeszcze raz.
Choć na chwilę.
W czyimś uśmiechu.
W czyichś oczach.
Bo ja już nie mam siły szukać Cię w ciszy.
Twoja mama nadal tu jest.
Ale bez Ciebie…
to nie jest życie.
To tylko tęsknota,
która nauczyła się oddychać.
Poczekaj na mnie tam…
bo ja tutaj już dawno nie jestem cała.
Bo z każdym dniem
coraz mniej mnie tutaj…
a coraz więcej przy Tobie.
Chcę być bliżej Ciebie.
Tak bardzo, że czasem boli samo oddychanie.
Ta myśl wraca do mnie w ciszy, w samotności, w każdym momencie, kiedy świat przestaje zagłuszać pustkę.
Jakby cała moja miłość nie umiała znaleźć już żadnego innego kierunku.
Ja już nigdy nie będę taka sama.
Część mnie została tam, gdzie Ty.
A reszta uczy się żyć z tym, że nie da się tego cofnąć.
I zostaje tylko to jedno pragnienie -
żebyś był gdzieś blisko.
Choćby w mojej myśli.
Choćby w moim sercu.
Choćby w tej miłości, która nie przestaje istnieć.
Bo ja Cię nie tracę każdego dnia.
Ja każdego dnia próbuję być bliżej Ciebie…
na jedyny sposób, jaki jeszcze mam....
Z każdym dniem jestem bliżej Ciebie.
Nie dlatego, że czas leczy.
Tylko dlatego, że każdego dnia trochę mniej mnie tutaj,
a trochę więcej tam, gdzie zostałeś Ty.
Bo odkąd Cię nie ma, moje życie przestało iść do przodu tak jak kiedyś.
Ono tylko płynie — cicho, bez kierunku, z jedną myślą, która wraca uparcie każdego dnia.
Że wszystko, co najważniejsze, jest już po drugiej stronie.
I choć próbuję żyć, oddychać, być dla świata…
to w środku wiem, że moje serce nie należy już do tego miejsca.
Z każdym dniem jestem bliżej Ciebie.
W tęsknocie.
W ciszy.
W tej miłości, która nie ma końca i nie ma gdzie się podziać.
I może właśnie to jest najtrudniejsze—
że ja nadal tu jestem,
a całe moje „naprawdę”
jest już przy Tobie....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz